Potem spojrzałem na ojca.
W tym samym momencie zobaczył, że trzymam papier. Jego wzrok natychmiast zgasł. Szklanka wypadła mu z ręki i roztrzaskała się o podłogę. Ostry dźwięk wypełnił pomieszczenie.
Ludzie przestali się śmiać. Zapadła cisza niczym ciężki koc.
— Mihai… odłóż ten papier — powiedział ojciec, próbując odzyskać autorytet, ale głos mu drżał.
— Dlaczego? — zapytałem spokojnie, choć w głębi duszy panował chaos. — Zapomniałeś, co podpisałeś?
Bogdan zaczął się śmiać, przekonany, że to żart.
— Przestań udawać, bracie — powiedział. — Mój ojciec nie zrobiłby z ciebie nawet portiera w firmie.
Wujek Tom zrobił krok naprzód, a jego głos zabrzmiał stanowczo:
— Dokument jest prawdziwy. I ważny. Radu, myślałeś, że możesz go spalić, ale zapomniałeś, że prawo wymaga dwóch kopii. Zatrzymałem drugą.
Ojciec zamarł. Livia wstała, zakrywając usta dłonią.
Tłum szemrał. Twarz Bogdana poczerwieniała, nie mogąc zrozumieć, co się dzieje.