Wzięłam głęboki oddech i po raz pierwszy tego dnia nie czułam się już jak panna młoda. Nie byłam już szczęśliwą dziewczyną, która właśnie związała swój los z ukochanym mężczyzną, ale kobietą, która musiała być o krok przed kimś, kto mógł ją zniszczyć.
Podeszłam do stołu powolnymi, ostrożnymi krokami, nie okazując żadnych podejrzeń. Wymieniłam się kieliszkiem z Caroliną tak szybko, że nawet ja nie rozumiałam, skąd wzięłam w sobie tyle odwagi. W tym momencie uświadomiłam sobie, że wcale nie jestem tą naiwną dziewczyną, za którą mnie uważała.