Kiedy wszyscy goście wstali, ich kieliszki uniosły się wraz z nimi, a Carolina zwróciła się do mnie z uśmiechem, jakby była najszczęśliwszą matką na świecie. Patrzyłam, jak unosi dokładnie ten kieliszek, który dla mnie przygotowała.
Dotknięcie jej ustami brzegu kieliszka było jak cicha eksplozja w mojej duszy. Jej oczy błyszczały, a moje się zwęziły.
Ale nie pozwoliłam jej pić.
Nie było takiej potrzeby.
W chwili, gdy kieliszek zbliżył się do moich ust, udawałam chwilowy „wypadek”, uderzając dłonią w stół, przez co kieliszki się przewróciły, a ten w dłoni Caroline rozlał na jej drogą sukienkę.
Jej krótki okrzyk był jak małe, ale słodkie zwycięstwo, gdy szampan spływał po jej ubraniu.
— „Och! Jaka szkoda!” powiedziałam słodkim głosem, pełnym fałszywej troski.