— „Jak mogłaś być tak nieostrożna?” wyszeptała przez zęby, patrząc na mnie z jadem, który mógłby spalić beton.
— „Jestem wzruszona, wybacz mi… Mamo”.
Słowo „mamo” o mało nie zakrztusiła się własnym oddechem.
Nie zdążyłam zobaczyć jej pełnej reakcji, ponieważ ojciec chrzestny podniósł głos i zaczął składać gratulacje i życzenia.
Cała sala wybuchnęła brawami i śmiechem, a muzyka znów zaczęła grać.
Ale wiedziałam, że to nie koniec.
To był dopiero początek niewidzialnej bitwy.
Po pierwszym tańcu wyszłam na chwilę na zewnątrz, żeby odetchnąć. Było chłodno, a powietrze pachniało mokrą trawą i kwiatami.