Poczułam za sobą czyjąś obecność.
To była Karolina.
Nie było sensu chować się za maskami.
— „Posłuchaj mnie uważnie, Loredano…” — jej głos był ostry. — „Nie chciałam cię i nigdy nie będę chciała w życiu mojego syna. Kobiety takie jak ty przychodzą i odchodzą. Ja decyduję, która zostaje.”
— „Nie kobiety takie jak ja, proszę pani. Kobiety takie jak ty odchodzą. Ja zostaję.”
Jej twarz napięła się.
— „Dorian nigdy nie będzie między nami wybierał.”
— „I nie musi. Ale jeśli zmusisz mnie do walki, to będę walczyć. A jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz… albo mojego przyszłego dziecka… pożałujesz.”
Moja odpowiedź ją zatrzymała.
Po raz pierwszy zobaczył we mnie przeciwniczkę, a nie małą dziewczynkę.
Tej nocy, kiedy wszyscy tańczyli i śmiali się, oderwaliśmy się od siebie na kilka minut.
Spojrzałam mu w oczy i powiedziałam mu wszystko. Bez nienawiści, bez dramatów, po prostu szczerze.
Przez chwilę milczał, bez tchu.