Na przyjęciu wydanym z okazji awansu synowej, teściowa uniosła kieliszek i niespodziewanie powiedziała
— Kłamiesz… — wyszeptała.
— Nie — kontynuowała synowa. — Dowiedziałam się dwa lata temu. Kiedy zrobiłeś ze mnie „nikim” na wielkanocnym obiedzie. Wtedy szukałam prawdy. Rozmawiałam z ludźmi, grzebałam w archiwach, zapłaciłam teczce 3000 zl z własnej kieszeni. Wiedziałam, że kiedyś będzie potrzebna.
Jej mąż drżał.
— Dlaczego nic nie powiedziałaś?
— Bo nie chodziło o zemstę. Chodziło o szacunek.
Po stole przeszedł szmer. Ciotka wstała, zrobiła zdjęcie i długo się w nie wpatrywała.
— O mój Boże… to naprawdę ona…
Teściowa osunęła się na krzesło.
— Zrobiłam, co musiałam, żeby przeżyć! — wybuchnęła. — Byłam biedna, samotna, bez wsparcia!
— Dokładnie — powiedziała synowa. I zrobiłam, co musiałam, żeby tu dotrzeć. Pracowałam całą noc, siedziałam w biurze do dziesiątej wieczorem, składałam raporty, łykałam obelgi. Żadnych krótkich spódniczek. Żadnych przysług. Tylko praca.