Chciałem uciec. Schować się gdzieś, z dala od ich zimnych spojrzeń i śmiechu, który wciąż rozbrzmiewał w mojej głowie. Ale zostałem tam, gdzie byłem. Zmusiłem się do oddychania, żeby nie płakać tam, przed nimi. Gdybym płakał, wygraliby.
Uśmiechnąłem się przelotnie, skinąłem głową, jakbym się przesłyszał, i powoli odszedłem. Za mną ojciec kontynuował rozmowę, jakby nic się nie stało.
Podszedłem do stołu i usiadłem sam. Grała muzyka, ludzie tańczyli, brzęczały kieliszki. Dla nich to był idealny wieczór. Dla mnie koniec iluzji.