— Mamo, podjąłem decyzję. Mieszkanie jest moje tylko z prawnego punktu widzenia, poświadczone notarialnie, bezdyskusyjnie. Nikomu go nie oddam. A żebyś zrozumiała, jak bardzo mnie zraniłaś tym, co zrobiłaś, chcę, żebyś wiedziała, że od teraz nie będziesz miała wstępu do mojego domu, nawet na kawę. Przekroczyłaś granicę.
W słuchawce zapadła ciężka cisza. Tata podniósł słuchawkę i powiedział tylko:
— Przesadzasz.
— Nie. Dopiero uczę się chronić swoje życie — odpowiedziałem.
Rozłączyłem się i poczułem, że po raz pierwszy zamiast stracić rodzinę, zyskałem szacunek do siebie.
Po kilku miesiącach moje relacje z Clarą się poprawiły. Odwiedziła mnie i powiedziała, że nigdy nie zgodziłaby się na mieszkanie, gdyby wiedziała, pod jaką presją jestem. Uśmiechnąłem się i po raz kolejny życzyłem jej szczęścia.
Nadal nie pogodziłem się z rodzicami. Nie dlatego, że ich nie kocham, ale dlatego, że zrozumiałem coś, czego wielu Rumunów boi się powiedzieć: twoja rodzina nie ma prawa żądać twojego życia tylko dlatego, że ci je dała.
Szacunek się nie dziedziczy.