„Wy ośmieszyliście siebie” — powiedział Oliver. To zdanie zaskoczyło nawet jego samego. „I próbowaliście ośmieszyć mnie.”
Przypomniał sobie inny hol sprzed lat — siedzibę firmy ojca.
Oliver miał dwadzieścia dwa lata, świeżo po studiach, w jedynym garniturze, na który mógł sobie pozwolić.
Kiedy wspomniał, że chce zbudować coś własnego, uśmiech Richarda się naprężył.
Później, w windzie, ojciec powiedział: „Nie kompromituj mnie swoimi hobby. Będziesz pracował dla rodziny albo nie będziesz nikim.”
Przez jakiś czas Oliver mu wierzył. Podjął pracę w firmie, przetrwał niekończące się krytyki i obserwował, jak jego pomysły przepuszczane są przez starszych mężczyzn, którzy chwalili go publicznie, a umniejszali prywatnie.
Kiedy odszedł, by założyć własną firmę, jego rodzice nazwali to zdradą.
Mówili krewnym, że „odnajduje siebie”, tak jak mówi się o urlopie naukowym, a nie o ryzyku, które mogło go zrujnować.
Klub miał być jego jedynym luksusem, wybranym celowo: miejscem, do którego nikt nie mógł go zaprosić ani wyrzucić.
Harborline był prywatny, dyskretny i na tyle drogi, by wzbudzić ciekawość jego rodziców. Nie powiedział im, że dołączył.
Wspomniał tylko, mimochodem, że znów zaczął pływać.