Ioan nigdy nie był biedny. Po prostu był dyskretny. Ziemia wokół domu nie była przeklęta. Były żyzne, dobre pod uprawę pszenicy i kukurydzy. Studnia dostarczała czystej wody. Dom został celowo opuszczony, żeby nikt nie domyślił się prawdy.
W kolejnych miesiącach sprzedawałem mleko, ser i masło. Płaciłem ludziom za pracę na mojej ziemi. Naprawiałem dach. Kiedy urodziło się moje dziecko, przyszło na świat w ciepłym, czystym domu, a nie w ruinie.
Wiadomość szybko rozeszła się po wsi.
Ci sami ludzie, którzy mnie unikali, zaczęli mnie witać. Ci sami krewni, którzy się śmiali, przyszli „zobaczyć dziecko”.
Zaprosiłem ich na podwórko.