Nazwali mnie „potworem” przy ołtarzu… a potem twój „ślepy” chłopak
„Kiedy zobaczyłem cię w piekarni” – mówi – „ludzie patrzyli na ciebie tak, jakbyś był czymś, co trzeba przetrwać… Miałem ochotę podpalić całe miasto”.
Twoje gardło się zamyka.
„Nawet mnie nie znałeś” – szepczesz.
—Wiedziałem wystarczająco dużo — odpowiada. —Wiedziałem, że nauczono cię przepraszać za to, że istniejesz.
Patrzysz na niego, rozdarta między złością, ulgą i czymś, czego boisz się nazwać.
Bo najdziwniejsze jest to, że nikt nigdy cię w ten sposób nie bronił.
Nie twoja matka. Nie twój ojciec. Nie twoi koledzy z klasy.
Nawet ty.
Mateo kontynuuje cichym głosem.
„Wykorzystałem historię o ślepocie, żeby zmienić kierunek ich okrucieństwa” – mówi. „Chciałem, żeby przestali cię analizować. Chciałem, żeby skupili się na mnie, żeby się nade mną litowali, żeby ze mnie kpili. Dałbym radę to udźwignąć. Ty dźwigałeś zbyt wiele przez zbyt długi czas”.