Większość dni spędzasz czując oba te uczucia jednocześnie.
Nazwali mnie „potworem” przy ołtarzu… a potem twój „ślepy” chłopak
Pewnej nocy, po brutalnym przesłuchaniu, siedzisz na balkonie hotelu i patrzysz na światła miasta.
Czujesz się pusty.
Mateo wychodzi i nic nie mówiąc, nakrywa cię kocem.
„Czy nadal jesteś na mnie zła?” – pyta łagodnie.
Wydałeś z siebie gorzki śmiech, tylko jeden.
„Skłamałeś, żeby wejść w moje życie” – mówisz. „Jak mógłbym tego nie zrobić?”
Mateo kiwa głową, jego wzrok jest spokojny.
„Nie jesteś mi winien wybaczenia” – mówi. „Ale chcę, żebyś coś zrozumiał”.
Zatrzymuje się.
—Pierwszego dnia, kiedy cię zobaczyłam, przepraszałaś swoją postawą. Kłamstwo nie miało cię oszukać. Miało przełamać obsesję miasta na punkcie twojej twarzy.
Patrzysz na niego, a twoje gardło jest ściśnięte.
„Mogłeś... mi powiedzieć” – szepczesz.
„Próbowałam” – przyznaje. „Ale bałam się, że odmówisz. I nie mogłam znieść myśli, że zostawię cię tam, pogrzebaną pod ich wzrokiem”.