Chłopak odwrócił się przestraszony.
— Proszę pana, ja… Chciałem panu tylko pomóc. Nie chcę żadnych kłopotów.
Radu skinął powoli głową, jakby dźwigał na plecach ogromny ciężar.
— Wiem. I dziękuję. Gdyby nie pan…
Nie dokończył zdania. Nie musiał. Wszyscy wiedzieli, co będzie dalej.
Policja zaczęła zbierać zeznania, a kierownik restauracji starał się uspokoić atmosferę, wymawiając się na prawo i lewo. Na zewnątrz zebrali się już ludzie, ciekawi, co się stało.
Kiedy Matei wyszedł na wieczorny chłód, powietrze wydawało się cięższe niż zwykle. Nie był przyzwyczajony do bycia w centrum uwagi. Ani do wtrącania się w sprawy innych.
Udał się więc do parku niedaleko centrum, gdzie czasami spał na ławce. Nagie gałęzie kołysały się na wietrze, a żółte światła miasta odbijały się na asfalcie.
Nie minęło dużo czasu, zanim usłyszał za sobą kroki.