Nie wstałem od razu. Dałem mu kilka sekund na ogarnięcie absurdalności sytuacji. Miarka leżała między nami na stole, starannie zwinięta jak instrument medyczny przed zabiegiem. Mark zaśmiał się nerwowo, po czym rozejrzał się, żeby sprawdzić, czy ktoś go obserwuje.
„Żartujesz, prawda?” zapytał ciszej.
„Wcale nie” – odpowiedziałem spokojnie. „Mówiłeś o harmonii. Chcę tylko wiedzieć, czy naprawdę gramy na równych warunkach”.
Odchylił się na krześle, wyraźnie się wahając. W jego spojrzeniu na chwilę pojawiła się irytacja, a potem niepewność. W końcu próżność wzięła górę.