„Dobrze” – powiedział, wstając. „Skoro to dla ciebie takie ważne”.
Nie wstałem od razu. Dałem mu kilka sekund na ogarnięcie absurdalności
Byłem zaskoczony, jak łatwo się zgodził. Był chyba pewien, że nie ma się czego wstydzić. Mężczyźni tego typu prawie zawsze uważają, że świat ma obowiązek akceptować ich takimi, jacy są.
Ja też wstałam. Nie spieszyłam się. Najpierw zmierzyłam mu klatkę piersiową – dokładnie, bez zbędnego dotykania. Potem talię. Taśma była ciaśniejsza, niż się spodziewał. Mark zesztywniał, odruchowo wciągając brzuch, ale delikatnie go powstrzymałam.
„Nie, nie” – powiedziałem cicho. „Bez żadnego przygotowania. W realnych okolicznościach”.
Zarumienił się. Zobaczyłem, jak zacisnęła mu się szczęka.