— Nie zapraszałam ich i nie chcę ich widzieć! Jeśli przyjadą, Nowy Rok

— Tosza! — odezwał się jej radosny głos. — My już prawie spakowani! Tylko Maśka nie może znaleźć nart, ale to żaden problem, kupimy po drodze…

— Swieta, poczekaj — zamknął oczy. — Musimy porozmawiać.

— O czym? Jeśli o jedzeniu, nie martw się, wszystko kupimy sami, tylko…

— Nie możecie przyjechać.

Zapadła cisza. Długa, ciężka.

— Co? — zapytała w końcu, a w jej głosie pojawiły się metaliczne nuty.

— Swieta, przepraszam, ale nie zapraszaliśmy was. Lena chciała, żebyśmy spędzili Nowy Rok we dwoje. Bardzo zmęczyliśmy się przez ten rok, musimy pobyć sami…

— Żartujesz? — przerwała mu, a w słuchawce wyraźnie słychać było wściekłość. — Mówisz mi to serio? Dzień przed wyjazdem?

— Nie wiedziałem, co mama ci powiedziała…

— Nie wiedziałeś! — zaśmiała się, ale był to zły śmiech. — Oczywiście, że nie wiedziałeś! Ty nigdy nic nie wiesz, kiedy jest ci niewygodnie! Wiesz co, Anton? Mam gdzieś twoją działkę! Ale ty, jak się okazuje, jesteś kompletnym egoistą!

— Swieta…

— Milcz! — krzyczała już na cały głos. — Myślisz, że ja nie rozumiem? To wszystko wymyśliła twoja droga Lenka, prawda? Od początku nas nie znosiła! Zawsze patrzyła na nas jak na trędowatych! A ty, szmata, słuchasz jej we wszystkim!