Nigdy nie powiedziałam teściom, że jestem córką Prezesa Sądu Najwyższego. Kiedy byłam w siódmym miesiącu ciąży, zmusili mnie do samodzielnego ugotowania całej kolacji wigilijnej.

„Czuję się silniejsza,” powiedziałam. „Wczoraj złożyłam podanie na Georgetown Law.”

Mój ojciec uniósł brwi. „Prawo? Myślałem, że nienawidzisz prawa.”

„Nienawidziłam presji,” poprawiłam. „Nienawidziłam oczekiwań. Ale… zrozumiałam coś tamtej nocy w kuchni.”

„Co?”

„Prawo to broń,” powiedziałam. „David próbował użyć go jak pałki, by mnie złamać. Myślał, że należy do niego, ponieważ zapamiętał te słowa.”

Wzięłam łyka herbaty.

„Ale mylił się. Prawo należy do tych, którzy są gotowi o nie walczyć. Należy do prawdy.”

Mój ojciec objął mnie ramieniem. „Będziesz okropnym prawnikiem, Anno.”

„Zamierzam być,” powiedziałam.

Spojrzałam na ogród. Pomyślałam o dziecku, które straciłam. Nigdy go nie przytulę.

Ale upewnię się, że jego pamięć będzie miała znaczenie. Spędzę resztę życia, by upewnić się, że mężczyźni tacy jak David – mężczyźni, którzy kwitną w milczeniu i strachu – nigdy nie wygrają ponownie.

Już nie byłam służką. Już nie byłam ofiarą.

Byłam Anną Thorne. I byłam prawem.