„Generale,” mój ojciec powiedział.
„Tak, panie Prezydencie?”
„Ten człowiek w środku,” mój ojciec wskazał w stronę domu, „zostanie wzięty do aresztu federalnego. Bez kaucji. Ryzyko ucieczki. Niebezpieczeństwo dla społeczeństwa. Podpiszę rozkaz osobiście.”
„Zrozumiano, panie.”
„I upewnij się,” dodał ojciec, obniżając głos do przerażającego szeptu, „że rozumie dokładnie, z kim się zadawał.”
Rozdział 6: Wolność
Sześć miesięcy później
Ogród w posiadłości mojego ojca w Wirginii był w pełnym rozkwicie. Kwiaty wiśniowe spadały niczym różowy śnieg.
Siedziałam na kamiennej ławce, czując słońce na twarzy. Moje ciało prawie całkowicie się wygoiło. Blizny na plecach stały się cienkimi białymi liniami. Blizna na moim sercu – pusta przestrzeń, gdzie moje dziecko powinno być – była wciąż bolesna, ale już znośna.
Siedząc na ławce, wzięłam do ręki „Washington Post”.
Nagłówek brzmiał: „Były prawnik David Miller skazany na 25 lat.”
Przeczytałam artykuł.
David został oskarżony na poziomie federalnym. Napad na członka rodziny federalnego sędziego wiązał się z poważnymi konsekwencjami.
Ale odkryto też inne rzeczy. Gdy przyjaciele mojego ojca zaczęli grzebać, odkryli, że David oszukiwał swoich klientów. Znaleźli oszustwa. Znaleźli wszystko.
Przyznał się do winy, płacząc w sądzie, błagając o miłosierdzie. Sędzia – mężczyzna, którego mój ojciec uczył dwadzieścia lat wcześniej – wymierzył najwyższy wyrok.
Sylvia została skazana na dziesięć lat za współudział i utrudnianie wymiaru sprawiedliwości.
Zniknęli. Zmazani.
Mój ojciec wyszedł z domu z dwoma kubkami herbaty. Usiadł obok mnie.
„Czytanie wiadomości?” zapytał z czułością.
„Tylko komiksy,” skłamałam, składając gazetę.
Uśmiechnął się. „Dobrze wyglądasz, Anno. Silniejsza.”