Nigdy nie powiedziałam teściom, że jestem córką Prezesa Sądu Najwyższego. Kiedy byłam w siódmym miesiącu ciąży, zmusili mnie do samodzielnego ugotowania całej kolacji wigilijnej.

„Tak, Sylvio,” szepnęłam ochryple. „Podlewałam go dokładnie tak, jak mówiłaś.”

„Cóż, musiałaś to zrobić źle,” odrzuciła mnie machnięciem ręki. „Idź po sos. Może to uratuje.”

Spojrzałam na Davida. Kręcił winem: stary Bordeaux, które odstał godzinę wcześniej.

„David,” powiedziałam cicho. „Bardzo mnie bolą plecy. Czy mogę… czy mogę usiąść na chwilę? Dziecko mocno kopie.”

David przestał się śmiać. Spojrzał na mnie zimnym, zirytowanym wzrokiem. „Anno, nie przesadzaj. Mark opowiada nam o sprawie Hendersona. Nie przerywaj.”

„Ale David…”

„Po prostu przynieś sos, kochanie,” powiedział, odwracając się z powrotem do Marka. „Przepraszam, stary. Ona staje się odrobinę histeryczna przez ciążę.”

Mark z niepewnością zaśmiał się. „Nie ma sprawy, stary. Kobiety, prawda?”

Łza paliła róg mojego oka. Wróciłam do kuchni.