Nigdy nie powiedziałem szwagierce, że jestem pułkownikiem w wywiadzie wojskowym; myślała, że ​​jestem po prostu „spłukanym weteranem”. Wróciłem wcześniej do domu na piąte urodziny córki i zastałem ją zamkniętą na klucz. Jej drobne ciało płonęło gorączką, gdy szeptała: „Ciocia Sarah powiedziała, że ​​nie mogę wejść – zarazię jej dziecko”. Nagle wylano na nas wiadro lodowatej wody. Sarah głośno się roześmiała. „Najszybszy sposób na zbicie gorączki. A teraz weź to brzemię i idź”. Pobiegłem z córką do szpitala i wykonałem jeden telefon: „Spotkanie u mnie. Target zamknięty”.

Wstała, żeby dolać sobie wina. Gdy mijała okno, mała czerwona kropka zatańczyła na chwilę na nóżce jej kieliszka, po czym zniknęła.

Była królową oblężonego zamku. Myślała, że ​​jest nietykalna. Myślała, że ​​John siedzi w poczekalni, bezradny i bez środków do życia, płacząc.

Nie miała pojęcia, że ​​mężczyzna, którego nazwała „dzikim lokatorem”, właśnie zarządził taktyczną ewakuację własnego domu.

Część 4: Ujawnienie rangi
Drzwi wejściowe się nie otworzyły. Eksplodowały do ​​środka.

To nie była bomba. To był taktyczny taran, napędzany siłą hydrauliczną. Ciężkie dębowe drzwi wypadły z zawiasów i roztrzaskały się na korytarzu.

Sara krzyknęła i upuściła kieliszek z winem. Roztrzaskał się na tysiąc kawałków o podłogę, rozpryskując czerwone wino jak krew.

„PADNIJ!”

Krzyki były ogłuszające.

Czterech mężczyzn w pełnym rynsztunku taktycznym, z kominiarkami na twarzach i karabinami w dłoniach, wpadło do salonu. Poruszali się z przerażającą płynnością.

„RĘCE! POKAŻCIE MI RĘCE!”