Wstała, żeby dolać sobie wina. Gdy mijała okno, mała czerwona kropka zatańczyła na chwilę na nóżce jej kieliszka, po czym zniknęła.
Była królową oblężonego zamku. Myślała, że jest nietykalna. Myślała, że John siedzi w poczekalni, bezradny i bez środków do życia, płacząc.
Nie miała pojęcia, że mężczyzna, którego nazwała „dzikim lokatorem”, właśnie zarządził taktyczną ewakuację własnego domu.
Część 4: Ujawnienie rangi
Drzwi wejściowe się nie otworzyły. Eksplodowały do środka.
To nie była bomba. To był taktyczny taran, napędzany siłą hydrauliczną. Ciężkie dębowe drzwi wypadły z zawiasów i roztrzaskały się na korytarzu.
Sara krzyknęła i upuściła kieliszek z winem. Roztrzaskał się na tysiąc kawałków o podłogę, rozpryskując czerwone wino jak krew.
„PADNIJ!”
Krzyki były ogłuszające.
Czterech mężczyzn w pełnym rynsztunku taktycznym, z kominiarkami na twarzach i karabinami w dłoniach, wpadło do salonu. Poruszali się z przerażającą płynnością.
„RĘCE! POKAŻCIE MI RĘCE!”