„Świetnie”, zadrwiła, upijając łyk latte. „Może mogłabyś nią pojechać na rozmowę kwalifikacyjną. Emily haruje w Chicago, żeby spłacić kredyt hipoteczny na ten dom, a ty po prostu siedzisz i dorabiasz. Masz szczęście, że moja siostra ma słabość do ludzi, którzy robią coś dobrego dla dobrej sprawy. Gdyby to był mój dom, mieszkałabyś w namiocie”.
Spojrzałem na nią. Naprawdę. Dostrzegłem niepewność kryjącą się pod arogancją. Dostrzegłem jej poczucie wyższości.
Nie wiedziała, że „podróż służbowa” Emily do Chicago to tak naprawdę wakacje, na które zabrałem ją, żeby odwiedziła przyjaciół ze studiów – w całości opłacone przeze mnie. Nie wiedziała, że „kredyt hipoteczny”, którym się martwiła, nie istnieje, bo kupiłem dom za gotówkę pięć lat temu. Nie wiedziała, że czarna karta American Express, której użyła do kupienia latte, była powiązana z moim kontem, a nie Emily.
„Emily nie będzie miała nic przeciwko, Sarah” – powiedziałem spokojnie. „A dom jest w dobrym stanie”.
„Jest o wiele za miła” – syknęła Sarah. „Ale nie rozgość się za bardzo, żołnierzu. Próbuję ją przekonać, żeby schudła. A widząc cię w takim stanie…” Zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu i uśmiechnęła się do moich poplamionych smarem dżinsów. „…wyglądasz strasznie grubo”.