I pewnego ranka, pijąc kawę, uświadomiłam sobie, że choć bolesny, dzień mojej matury był tak naprawdę prawdziwym początkiem.
Nie dlatego, że dostałam dyplom. Ale dlatego, że po raz pierwszy w życiu postanowiłam wybrać siebie.
I to było najtrudniejsze, ale i najpiękniejsze zwycięstwo.