Nikt nie przyszedł na urodziny mojej córeczki

Ana przytuliła się do mnie, jej oczy były wilgotne, ale błyszczały emocją, a ja czułam, jak jej serce bije jak ptak złapany w pułapkę. Jeden z motocyklistów, wysoki mężczyzna z siwą brodą i łagodnym spojrzeniem, podszedł pierwszy i zatrzymał się kilka kroków ode mnie. Powoli zdjął rękawiczki, jakby nie chciał nas przestraszyć, po czym powiedział ciepłym tonem:

— Pewnie jesteś Ana, prawda? Wyglądasz zupełnie jak twój ojciec.

Dziewczynka skinęła głową, przygryzając wargę. Nie mogłam nawet oddychać. Przedstawił się: