A na końcu, mężczyzna w ciemnej kurtce i z niską czapką, siedział sam, nieruchomy.
Za bardzo nieruchomy.
Julián przeszył dreszcz.
Nie wiedział dlaczego.
Tylko wiedział, że Tango nie spuszczał z niego wzroku.
Silnik znowu zgrzytnął.
O wiele głośniej tym razem.
Kierownica drżała w jego dłoniach.
— Nie rób mi tego teraz… — wymamrotał.
Deszcz uderzał w przednią szybę z bezwzględną siłą.
Wycieraczki poruszały się bezskutecznie.
Aleja ledwie opadała przed niebezpiecznym zakrętem, jednym z tych, których wszyscy kierowcy się obawiali, ponieważ każdy błąd tam kosztował dużo.
Julián ledwie zdjął stopę z przyspieszenia.
I wtedy usłyszał klik.
Suche.
Metaliczne.