Za nim.
Nie pochodziło z silnika.
Pochodziło z korytarza.
— Nikt się nie rusza.
Głos przeciął powietrze jak brzytwa.
Kilku pasażerów obróciło się jednocześnie.
Mężczyzna z tyłu wstał.
Miał broń w ręku.
Małą.
Czarną.
Drżącą.
Ale prawdziwą.
— Telefony, portfele, wszystko na podłogę. Już!
Dziewczynka zaczęła płakać.
Kobieta z torbami wydała cichy jęk.
Starszy mężczyzna obudził się nagle, zdezorientowany.
A Julián poczuł, że cały świat zaciska się na jego piersi.
Nie z powodu siebie.
Z powodu Tango.
Szczeniak dalej wydawał dźwięki.
Teraz z odkrytymi małymi zębami.