— Zamknij tego psa, albo najpierw go zastrzelę — wypluł napastnik.
Julián przełknął ślinę.
Zsunął rękę i ledwo dotknął Tango.
Nie po to, by go uciszyć.
Aby przeprosić.
— Spokojnie, mistrzu… spokojnie…
Ale Tango nie posłuchał.
Dalej był skupiony na złodzieju.
Jakby rozumiał za dużo.
Autobus wciąż przemierzał deszcz.
Powoli.
Ciężko.
Pełen strachu.
— Zjedź na bok — rozkazał mężczyzna, robiąc krok do przodu —. I nie udawaj bohatera.
Julián chwycił mocniej kierownicę.
Próbował zachować pewność w głosie.
— Zakręt jest śliski. Jeśli źle zahamuję, wszyscy zginą.