Z głębokim oddechem, jak ktoś zbierający siłę przed skokiem w nieznane, Julia Serhiyivna przekroczyła szklane drzwi biura. Poranne słońce odbijało się od jej starannie ułożonych włosów, a ona kroczyła pewnym krokiem przez hall pełen szumu rozmów i stukotu obcasów. Nie zaczynała tylko nowej pracy – otwierała rozdział, w którym mogła znów być sobą, nie tylko „mamą” czy „żoną”.
Dotarła do recepcji z uprzejmym, spokojnym uśmiechem.
— Dzień dobry, nazywam się Julia. Dziś mój pierwszy dzień — powiedziała, starając się brzmieć pewnie, choć serce lekko drżało.