O 2:19 w nocy siedmioletnia dziewczynka wybrała numer służb ratunkowych,

Eliza boso zeszła na kamienne schodki ganku i mimowolnie wciągnęła powietrze. Nocne powietrze wydało jej się ostre i czyste — zupełnie inne niż ciężki zapach w domu. — Wyszłam — powiedziała cicho. — Jestem na ganku. W centrum ratunkowym kobieta widziała już na ekranie migającą informację o wysłanym patrolu. — Doskonale, kochanie. Teraz odejdź jeszcze trochę od domu. Widzisz gdzieś latarnię albo ławkę? Dało się słyszeć ostrożne kroki po żwirze.

— Tu… skrzynka na listy — powiedziała Eliza. — Jestem obok niej. — Świetnie. Zostań tam. Powiedz, czy czujesz się dobrze? Nie kręci ci się w głowie? Krótka pauza. — Trochę… dziwnie było w domu — przyznała dziewczynka. — Jakby… powietrze było ciężkie. Palce dyspozytorki na sekundę znieruchomiały nad klawiaturą. Szybko spojrzała na przełożonego — ten już zrozumiał bez słów i sięgnął po telefon do straży pożarnej.