O 2:19 w nocy siedmioletnia dziewczynka wybrała numer służb ratunkowych,
— Wszystko zrobiłaś dobrze, Elizo — głos dyspozytorki stał się jeszcze łagodniejszy. — Powiedz, czy okna w domu były zamknięte? — Tak… tata mówił, że w nocy jest zimno. W oddali w końcu rozległ się słaby dźwięk syreny. Eliza zamilkła. — Słyszę… — wyszeptała.
— To jadą do ciebie — powiedziała cicho dyspozytorka. — Jesteś bardzo dzielna. Po dwóch minutach ulicę zalało niebieskie światło. Najpierw pojawił się radiowóz, za nim wóz strażacki i karetka pogotowia. Policjant, wysoki mężczyzna w ciemnym mundurze, pierwszy wysiadł z samochodu i od razu zauważył małą sylwetkę przy skrzynce na listy. Przykucnął przed nią, starając się jej nie przestraszyć. — To ty jesteś Eliza?
Dziewczynka kiwnęła głową, mocniej otulając się kurtką. — Mama i tata się nie budzą — powiedziała tym samym cichym głosem. — I w domu brzydko pachnie. Policjant wymienił szybkie spojrzenie ze strażakami. Minutę później dwóch ratowników wchodziło już do domu w maskach. Czekanie się dłużyło.