O 2:19 w nocy siedmioletnia dziewczynka wybrała numer służb ratunkowych,
Eliza siedziała na tylnym siedzeniu radiowozu, owinięta kocem, i patrzyła, jak w oknach jej domu migają latarki. Minęło pięć minut. Potem dziesięć. W końcu drzwi wejściowe gwałtownie się otworzyły. Jeden ze strażaków szybkim krokiem podszedł do medyków.
— Dwoje dorosłych. Nieprzytomni, ale żyją. Silne zatrucie tlenkiem węgla — powiedział krótko. Powietrze w samochodzie jakby stało się lżejsze. Policjant powoli wypuścił powietrze. Eliza podniosła na niego wzrok. — Oni się obudzą?