—Wiesz, czego mi najbardziej brakuje na świecie? Tego, żeby ktoś pamiętał, bez konieczności mówienia, jak bardzo lubię pić kawę.
Głos starca był cichy, niemal szeptem przepraszającym za istnienie, gdy z trudem usadowił się w swoim zwykłym kącie w Rosy's Diner. Jego dłonie, naznaczone czasem i pokryte plamami starczymi, lekko drżały, gdy próbował rozłożyć gazetę. Dla Waltera Fincha był to raczej święty rytuał niż prawdziwa lektura; jego wzrok nie był już tak skupiony jak kiedyś, ale nawyk trzymał go twardo na ziemi.