Opiekowała się samotnym staruszkiem, nie oczekując niczego w zamian.

28-letnia Mara Brennan zatrzymała się gwałtownie z ekspresem do kawy w dłoni. Pracowała tam jako kelnerka od sześciu lat, odkąd rachunki za leczenie matki pochłonęły jej oszczędności na studia i marzenia o zostaniu architektem. W tym czasie rozwinęła smutną, ale przydatną supermoc: nauczyła się słyszeć to, czego ludzie nie mówią.

„Dwie saszetki cukru, bez śmietanki” – powiedziała z autentyczną słodyczą, nalewając mu do kubka ciemny, parujący płyn. „I wiem, że lubi najpierw zamknąć dział sportowy, choć wiem, że pierwszą rzeczą, jaką czyta, są nekrologi, żeby sprawdzić, czy zostali jacyś przyjaciele”.

Walter podniósł wzrok. Jego niebieskie oczy, wyblakłe od lat, nagle zabłysły stłumionym łzami.

„Ty... ty zauważyłeś”. „Każdy zasługuje na to, żeby być zauważonym, panie Finch” – odpowiedziała Mara z ciepłym uśmiechem.