Stał się darmową przestrzenią społeczną dla samotnych seniorów. Miejscem, gdzie mogli pójść na kawę, porozmawiać, pograć w karty i, co najważniejsze, nawiązać kontakt. Azylem przed samotnością.
Dokładnie rok po śmierci Waltera, Mara stanęła w drzwiach podczas wielkiego otwarcia. Dom był pełen ludzi. Rozbrzmiewała łagodna muzyka, śmiech odbijał się echem od ścian, a przede wszystkim panowało życie. Rozejrzała się po pomieszczeniu pełnym ludzi, którzy do niedawna byli niewidzialni dla społeczeństwa, ale teraz promieniowali, bo ktoś poświęcił czas, by zapalić im światło.