Sofía była drobna, szczupła dziewczynka jak na swój wiek. Jej dłonie trzęsły się, gdy obejmowała bliźniaki. Lucas palił się gorączką, a Mateo z trudem łapał oddech; jego usta były spieczone i suche. Głód zmuszał ich do nieustannego płaczu. Dziewczynka otworzyła półkę w kuchni i sięgnęła po puszkę mleka w proszku, spoglądając wokół z niepokojem, po czym dodała dodatkową łyżkę mleka, energicznie potrząsnęła butelką, aż proszek całkowicie się rozpuścił. Na chwilę zapach mleka uciszył płacz, lecz dzieci znów rozszalały się głośniej.
„Tylko tym razem, proszę, przestańcie płakać. Nie pozwólcie mi się zorientować, Boże…” – wyszeptała niczym modlitwę. W tym momencie za jej plecami zatrzymały się kroki na obcasach. Na progu kuchni stała Sandra Rojas, ze wzrokiem ostrym jak nóż.