„Bezużyteczna dziewczynka, która żyje na nasz koszt i jeszcze próbuje kombinować. Jeśli jesteś tak spragniona mleka, poszukaj go żebrać. Ten dom nie jest miejscem dla złodziei.” Sofía upadła na kolana, jedna ręka trzymała Lucasa, druga zaciskała się na dłoniach bratów, a jej głos załamywał się z bólu.
„Proszę, ciociu, wujku, moi bracia są chorzy, potrzebują mleka. Umyję naczynia, posprzątam podłogę, zrobię pranie – zrobię wszystko sama.”
Sandra podeszła z impetem i odepchnęła dłonie dziewczynki, uderzając ją ostro w policzek.
„Mówiłam ci już, czy ty naprawdę nie rozumiesz?” Chwyciła Sofię za włosy i rzuciła na podłogę. „Wstań i odejdź. Nie teraz, dzisiaj proszę, daj szansę mi.” Dziewczynka zaczęła się cofać, Lucas wył z bólu, a Mateo chwycił ją za kołnierz przerażony. Ricardo podszedł, otworzył drzwi i powiedział powoli, jak w wydanych wyrokach: „Od tej chwili jesteś wyrzucona. Nie wracaj, dopóki nie nauczysz się szacunku.”