Drzwi trzasnęły, zasuwa zaskrzypiała. Sofía stała jak zamarła przed nimi. Ostrożnie ułożyła Mateo na swoim kolanie, a wolną ręką cicho zapukała.
„Proszę pana, pozwólcie moim braciom odpocząć w cieniu.” Nikt nie odpowiedział. W środku panowała śmiertelna cisza, jakby płacz nigdy nie miał miejsca. Po drugiej stronie ulicy kobieta podniosła telefon, po czym odłożyła go, rozglądając się i cicho zasłaniając zasłony.