„Przepraszam, że zawiodłam. Wiem, że postąpiłam źle, ale nie mogłam znieść ich płaczu.” Wstała chwiejnie, zrobiła kilka kroków i znów usiadła, ogłuszona. Pot spływał jej po szyi, dłonie drżały z głodu i strachu. Wiedziała, co musi zrobić – wyjść na ulicę, pukać do drzwi, prosić o mleko czy ciepłą wodę. Lecz nogi zbytno się trzęsły. Najbardziej bała się powtarzających się przekleństw zza kolejnych drzwi.
„Nie płacz, Mateo. Pójdę prosić. Lucas, patrz na mnie. Nie poddamy się, dobrze?” Położyła czoło na policzku Lucasa. Ciepło jego drobnego ciała wywołało jej łzy. Za nimi dotarł głos Ricardo zza zamkniętych drzwi:
„Stańcie trochę z boku. Nie stójcie przed moim domem.” Mówił z pogardą i półuśmiechem, jakby czerpał rozkosz z cierpienia trójki nieszczęśników. Sofía przełożyła siłę i zrobiła krok w tył.