Czas mijał powoli. W oddali słychać było pracującą kosiarkę, a gdzieś szczekał pies. Trudny oddech i nieregularne płacze chłopców ciążyły jak kamienie w ramionach Sofii.
„Nie wiem, co jeszcze mogę zrobić, mamo. Jeśli ktoś nas usłyszy – proszę, pomóżcie.” Szeptała, zwracając się do nikogo. Nie oczekiwała odpowiedzi, mówiła tylko, by nie dać się pochłonąć ciszy.
Nagle przed trojgiem stanęła ciemna Lamborghini. Szybko opuściła się szyba. Spojrzał mężczyzna w wieku około sześćdziesięciu lat.