I. Wejście Lwicy
Drzwi sali rozpraw otworzyły się z hukiem, który odbił się echem od wysokiego sufitu. Do środka weszła kobieta, której obecność natychmiast zmieniła gęstość powietrza w pomieszczeniu. Miała na sobie kostium od Chanel w kolorze głębokiego grafitu, a jej siwe włosy były upięte w nieskazitelny kok. Każdy jej krok na marmurowej podłodze brzmiał jak odliczanie zegara zagłady.
Daniel zamarł. Widziałem, jak jego dłoń, wcześniej pewnie spoczywająca na blacie, zaczyna lekko drżeć. Arthur Sterling, jego „niepokonany” prawnik, gwałtownie poprawił okulary, a jego twarz stała się blada jak papier.
— Pani sędzio — powiedziała kobieta głosem, który nie znosił sprzeciwu. — Nazywam się Catherine von Meer. Chciałabym złożyć pełnomocnictwo do reprezentowania mojej córki, Grace Walker.
Sędzia Miller, znana ze swojej surowości, uniosła brwi.