Otwórz plecak, natychmiast! Kamery pokazują to wyraźnie, nie ma mowy o ucieczce! Wyjmij wszystko!

Zaczął lekko padać śnieg. W kamienicy Mary, w starej dzielnicy, były ciemne i zimne schody. Pani Radu weszła na trzecie piętro, niosąc pudełko. Zapukała.

Drzwi otworzyła mała dziewczynka z włosami związanymi w dwa krzywe warkoczyki. Ilinca. Miała na sobie cienką piżamę i skarpetki nie do pary.

— Mamy tu nie ma… jest na dole w sklepie po chleb.

— To może wejdę na chwilę, jeśli pozwolisz — uśmiechnęła się właścicielka.

W korytarzu było ciepło od pieca, ale w pokoju pachniało czystą biedą i troską. Na stole leżał stary but pełen pomarańczy narysowanych flamastrem — może to był znak dla Świętego Mikołaja.

— Jak masz na imię?

— Ilinca. A twoje?