— Jestem… koleżanką mamy z pracy.
Pani Radu położyła pudełko na stole.
— Ilinca, wiesz, kto przychodzi dziś wieczorem?
— Święty Mikołaj. Ale chyba w zeszłym roku pomylił adres. Wpadł do nas i nic nie znalazł w oknie. Może idzie do sąsiadki… Ma większe okno.
— Święty Mikołaj się nie myli — powiedziała gospodyni ze ściśniętym gardłem. — Czasami po prostu gubi się w ludzkich troskach. Ale kiedy znajdzie odważne serce, nigdy o tym nie zapomina.
Otworzyła pudełko. Małe buciki rozświetliły pokój niczym ciepła lampa. Ilinca przyłożyła dłoń do ust.
— Dla mnie?
— Dla ciebie. Żeby twoje stopy były ciepłe, a czoło wysoko.