Otworzyłam drzwi, drżącą ręką.
Dyrektor stał obok biurka, a na małym krześle, ze zgiętymi kolanami przy piersi, siedziała dziewczynka. Gdy odwróciła się w moją stronę, w jednej chwili zabrakło mi tchu.
Miała te same kasztanowe włosy, ten sam kształt oczu, te same dołeczki w policzkach.
Ale to nie była Gabriela.
Od razu wiedziałam. Było coś innego – blizna pod brwiami, której moja córka nigdy nie miała.
Dziewczynka powoli wstała.