Dziewczynka spojrzała na mnie i powiedziała prosto:
— Bo kiedy patrzysz na kogoś… czasami wiesz, że to jest dom.
Poczułam, jak coś we mnie, coś zamrożone przez dwa lata, zaczyna się rozmrażać.
Uklęknęłam przed nią.
— Nie jestem twoją mamą — powiedziałam cicho.
Jej twarz się posmutniała.
Ale wyciągnęłam ręce i objęłam jej małe ramiona.
— Ale… jeśli chcesz… możemy się poznać. I zobaczyć, co będzie dalej.
Spojrzała na mnie kilka sekund… potem rzuciła się w moje ramiona.
Płakała.
Nicu płakał.
I po raz pierwszy od dwóch lat poczułam, że ból nie jest już tylko raną.
To było też miejsce, z którego mogło wyrosnąć coś nowego.