Oddychał ciężko, jakby biegł.
Jego oczy zatrzymały się na dziewczynce… i zalśniły łzami.
— Przepraszam — powiedział cicho.
Odwróciłam się w jego stronę, wściekła i zdezorientowana.
— Co to znaczy?
Nicu podszedł powoli.
— Po śmierci Gabrieli… zacząłem działać jako wolontariusz w ośrodku dla dzieci. Nie powiedziałem ci, bo ledwo oddychałaś… nie chciałem cię dodatkowo obciążać.
Wskazał na dziewczynkę.
— Ona trafiła tam w zeszłym roku. Nie miała rodziny. Ani jasnych dokumentów. I… kiedy ją zobaczyłem po raz pierwszy… myślałem, że serce mi stanie.
Spojrzałam ponownie na dziecko.
Czas jakby się cofnął.
— Miała inne imię — kontynuował Nicu. — Ale kiedy zobaczyła zdjęcie Gabrieli na moim biurku… powiedziała, że podoba jej się to imię. Zaczęła mówić wszystkim, że ma na imię Gabriela.
Dziewczynka odezwała się nieśmiało:
— Bo Gabriela była dobrym dzieckiem… tak mi powiedziały panie stamtąd.
Podeszłam jeszcze bliżej. Byłam teraz krok od niej.
Jej oczy nie były identyczne jak mojej córki. Były trochę jaśniejsze. Ale w ich spojrzeniu była ta sama ciepła obecność.
— Dlaczego zadzwoniłaś do mamy? — zapytał dyrektor łagodnie.