„Dziękuję” – powiedział niemal bezgłośnie, próbując powstrzymać łzy. Wyglądał jak człowiek, który żyje z duszą w starej, wiecznie otwartej ranie. Paula czuła potrzebę, żeby mu odpowiedzieć, ale coś w jego oczach podpowiadało jej, że nie ma siły słuchać wielu słów. Więc po prostu skinęła głową i powoli wstała, gotowa do wyjścia, ale dziewczyny jej nie pozwoliły. Silvia, która do tej pory nie wydała z siebie ani jednego dźwięku, delikatnie chwyciła ją za rękaw, jak dziecko dotykające marzenia w obawie, że zniknie.
„Czekaj…” wyszeptała niemal niezauważalnie. Nie było to jasne, idealne słowo, ale było to największe zwycięstwo ich życia.
Paula lekko przykucnęła, patrząc im w oczy na tym samym poziomie, nie naruszając ich przestrzeni. Instynktownie wiedziała – czasami życie uczy rzeczy, których nie uczy szkoła. Dała im czas na oddech, na odczuwanie, na przetwarzanie.
Gheorghe również uklęknął obok dziewczynek, wyczuwając, że łączy je coś ważnego.