„Pani domu!” krzyknął ojciec chrzestny na naszym ślubie

„Od dziś to ja jestem gospodynią domową w tym domu!” – powiedziała Irina stanowczym głosem, który niczym cienkie ostrze przeciął otaczający gwar. Kilka kieliszków zawisło w powietrzu, muzyka na chwilę ucichła, a teściowa – pani Ludmiła – zamarła z zastygłym uśmiechem.

Ktoś niezręcznie kaszlnął. Ojciec chrzestny spróbował zażartować, ale nikt się nie roześmiał. Denis spojrzał na Irinę zaskoczony, jakby widział ją po raz pierwszy. Potem odstawił matkę, próbując rozładować napięcie.

Irina zrobiła krok naprzód, trzymając kieliszek w dłoni. „Pani Ludmiło, szanuję panią, bo jest pani matką mojego męża, ale ten dom jest mój. Pracowałam na każdy kąt, na każdą ścianę. I całym sercem decyduję, kto tu zostaje, a kto nie”.