„Pani domu!” krzyknął ojciec chrzestny na naszym ślubie

Goście zaczęli szeptać. Ktoś nawet sfilmował tę chwilę. Ludmiła zbladła i oparła się o ścianę, szeroko otwierając oczy, jakby nie rozumiała, co się dzieje.

„Masz na myśli… że nie mogę zostać z tobą?” zapytała ledwo szepcząc.

„Nie, proszę pani. Ma pani swój dom. A ja chcę zacząć życie z Denisem, tylko we dwoje”.

Po raz pierwszy Denis nic nie powiedział. Stał między nimi z napiętym czołem, rozdarty między obowiązkiem a miłością. Po kilku sekundach, które wydawały się wiecznością, skinął głową i powiedział cicho: „Mamo, chodźmy do domu”.

Zapadła dziwna cisza. Teściowa wyszła bez słowa, a drzwi powoli się zamknęły. Goście oniemiali, a potem, niczym fala wzbierająca po burzy, rozległy się brawa. Ktoś krzyknął: „Dosyć tego, Irina! Niech będzie jasne, kto rządzi w domu!”.

Reszta wieczoru minęła jak sen. Muzyka, śmiech, taniec – wszystko to zlało się w słodko-gorzki chaos. Kiedy ostatni gość wyszedł, Irina opadła na kanapę, wyczerpana, ale z poczuciem wolności wypełniającym jej pierś.