— Pani Kowalska zmarła wczoraj rano — powiedział kasjer, spuszczając wzrok. — A przed śmiercią zostawiła list. Dla pani. Słowa nie dotarły do mnie od razu. Miałam wrażenie, że powietrze w przedpokoju zgęstniało, stało się ciężkie, jakby można je było kroić nożem. — List… dla mnie? — zapytałam, choć już wiedziałam, że nie pomylił adresu. Skinął głową i podał mi kopertę. Była gruba, w kremowym kolorze, z moim imieniem zapisanym starannym, choć drżącym pismem — Anna. — Nalegała — dodał cicho. — Powiedziała: „Jeśli coś mi się stanie — proszę ją znaleźć. Koniecznie.” Podziękowałam odruchowo, zamknęłam drzwi i zostałam sama w ciszy. Dzieci miały wrócić ze szkoły za godzinę. Dom był nienaturalnie spokojny. Usiadłam przy kuchennym stole i przez dłuższą chwilę tylko patrzyłam na kopertę, nie mając odwagi jej otworzyć. Dlaczego ja? Przecież znałyśmy się zaledwie kilka minut. Chleb. Mleko. Nic więcej. Drżącymi rękami rozerwałam brzeg koperty. „Droga Anno, jeśli czytasz ten list, to znaczy, że nie starczyło mi czasu, by powiedzieć ci wszystko osobiście…” Litery zaczęły mi się rozmywać przed oczami. „Pewnie nie rozumiesz, dlaczego wybrałam właśnie ciebie. Ale wiedziałam to w tej samej chwili, gdy wyszłaś z kolejki i stanęłaś obok mnie, nie zważając na spojrzenia i słowa innych.” Przełknęłam ślinę. „Tego dnia zobaczyłaś we mnie nie problem i nie ciężar. Zobaczyłaś człowieka. To nie zdarzyło mi się od bardzo dawna.”
— Pani Kowalska zmarła wczoraj rano — powiedział kasjer, spuszczając wzrok.