— Panie, chłopiec mieszkał ze mną w sierocińcu!

Wyjął z szuflady małe drewniane pudełko przechowywane od lat. W środku znajdowały się tylko dwie rzeczy: stare zdjęcie dwóch chłopców oraz identyczny zabawkowy samolot jak ten z portretu.

Trzymał go w dłoni jak relikwię.

Następnego ranka wyruszył bez zapowiedzi. Samochodem pojechał do Lublina. Wspomnienia wracały z każdą godziną drogi — śmiech, głos matki, mała dłoń ściskająca jego palce.

Dom dziecka wyglądał tak, jakby czas się tam zatrzymał.

Odpadający tynk, pusta huśtawka i stara brama.

Starsza kobieta otworzyła drzwi.

— Szuka pan kogoś?

Adrian pokazał zdjęcie.

— Tego chłopca. Nazywano go Mirkiem.

Kobieta zastygła.