— Pamiętam. Dobry chłopak. Miał bliznę na ręce po wypadku z dzieciństwa. Słyszałam, że został mechanikiem samochodowym w Warszawie.
Serce Adriana zabiło mocniej.
Kilka dni później stał przed małym warsztatem na obrzeżach miasta. Zardzewiały szyld głosił:
„Auto Serwis Mirek”
Wszedł do środka.
Za samochodem stał mężczyzna z ubrudzonymi olejem rękami. Podniósł głowę.
Ich spojrzenia się spotkały.
Ten sam ciepły wzrok. Ten sam nieśmiały uśmiech.
— Mirek? — wyszeptał Adrian.
Mężczyzna zmarszczył brwi.
— Skąd pan zna to imię?
Adrian wyjął z kieszeni mały samolot.
— Bo to ja ci go kupiłem… bracie. Jestem Adrian.